Luscento

Luscento

Kontakt z projektantem
Dodaj do ulubionych

O MARCE

Luscento narodziło się z pragnienia, by zwolnić pędzący czas, zapalić świecę i naprawdę poczuć chwilę. Wierzymy, że zapach to coś więcej niż aromat – to opowieść, wspomnienie, nastrój, który towarzyszy Ci każdego dnia. Tworzymy sojowe świece zapachowe z najwyższą dbałością o każdy detal: od starannie dobranych, naturalnych składników, poprzez unikalne kompozycje zapachowe, po ciepłe światło, które rozprasza codzienność. Każda świeca powstaje ręcznie, bo wierzymy, że nawet jedna zapalona Luscento potrafi odmienić Twój dzień. Luscento to marka osobista – zrodzona z pasji i tworzona z sercem. Dla Ciebie. Dla Twojej przestrzeni.

Wywiad z Luscento

Co było impulsem do stworzenia własnej marki?

Zamiast kupować, postanowiłam tworzyć. Chciałam, żeby za każdą świecą stał człowiek, nie maszyna. Luscento to odpowiedź na świat pełen masowej produkcji: marka, która stawia na rzemiosło i na to, że każdy detal ma znaczenie.

Jak długo trwały poszukiwania idealnej nazwy i dlaczego właśnie ta została wybrana?

Luscento długo dojrzewało. Zależało mi na nazwie, która brzmi wyjątkowo, jest łatwa do zapamiętania i ma w sobie coś z zapachu samego w sobie. W końcu odpowiedź okazała się bliżej, niż myślałam. To połączenie mojego imienia, Lucyna, i słowa scent, czyli zapach po angielsku.
luscento-sklep.jpg

Co wyróżnia produkty Luscento na tle innych dostępnych na rynku?

Naturalny wosk sojowy, dbałość o każdy detal, od etykiety po kompozycję zapachową, i podejście, w którym każda świeca to coś między elementem wystroju wnętrz a osobistym rytuałem. Nie tworzę świec seryjnie. Tworzę je z głową i z sercem.

Czy łatwo było odnaleźć się na rodzimym rynku z autorską marką?

Nie było łatwo, i myślę, że tak mówi większość twórców. Rynek jest nasycony, klient bywa nieufny wobec nowych marek. Ale każde targi, każda pozytywna opinia i każdy powracający klient utwierdzają mnie w przekonaniu, że autentyczność i jakość w końcu zawsze znajdą swojego odbiorcę. Jestem dumna, że będąc tak krótko na rynku, jestem inspiracją dla innych twórców.

Czy pamiętasz pierwszego klienta lub pierwsze zamówienie? Jakie to było uczucie?

Pierwsza sprzedaż wydarzyła się na Targach Rzeczy Wyjątkowych we Wrocławiu. Pamiętam ten moment do dziś, byłam niesamowicie podekscytowana. Ktoś obcy spojrzał na to, co stworzyłam własnymi rękami, i zdecydował, że chce to zabrać do domu. To uczucie trudno opisać słowami.

Co najbardziej inspiruje Cię do działania?

Mąż i dzieci, którzy mnie wspierają każdego dnia. Przyjaciele i znajomi, którzy chwalą to, co tworzę i wracają po kolejne świece. Kiedy ktoś mówi „ta świeca jest wyjątkowa" albo zamawia ją po raz kolejny, wiem, że warto wstawać rano i kontynuować pracę.

Po jakie tworzywa, surowce lub narzędzia sięgasz najczęściej w swojej pracy?

Wosk sojowy, szkło, ekoskóra i starannie wyselekcjonowane kompozycje zapachowe. To moje podstawowe tworzywa. Do tego grawer laserowy, który pozwala zamienić każdą świecę w coś osobistego. Proste materiały, przemyślane połączenia.

Jak wygląda Twój proces twórczy - bardziej improwizacja czy plan?

Zdecydowanie improwizacja. I śmieję się z tego sama, bo mam spore doświadczenie w zarządzaniu projektami IT. W pracowni rządzę przez chaos, ale może właśnie stąd biorą się najciekawsze pomysły.

Gdybyś miał/a wskazać flagowy produkt marki Luscento - który by to był?

„Wieczór w Turynie" bez wahania. Winogrono, fiołek i cedr tworzą nastrój włoskiego zmierzchu, kiedy czas zdaje się zwalniać. Klienci wracają po nią wielokrotnie. To chyba najlepsza rekomendacja.

Dla kogo tworzysz swoje produkty?

Dla każdego, kto szuka prezentu z duszą do codziennego rytuału, który zamienia zwykły wieczór w chwilę tylko dla siebie.

Czy tworzysz spersonalizowane projekty? Jakie? Na czym polega personalizacja?

Personalizacja to jeden z filarów Luscento. Dla mnie osobiście to też coś bardziej intymnego: wkładka z osobistym przesłaniem, zapach dobrany pod konkretną okazję, zestaw skrojony pod kogoś, kogo chcemy zaskoczyć. W tym tkwi magia, produkt staje się opowiedzianą historią.

Jaką emocję najczęściej próbujesz „przemycić" do swoich projektów?

Spokój. Taki prawdziwy, bez pośpiechu. Żyjemy w świecie, który nieustannie krzyczy, powiadomienia, terminy, ciągły ruch. Chcę, żeby ktoś zapalił świecę Luscento i przez chwilę po prostu był. Nie robił, nie planował. Tylko czuł, oddychał, trwał w tej jednej chwili. Jeśli udało mi się to choć raz, to znaczy, że warto było.

Jak reagujesz na ciszę – inspiruje Cię czy męczy?

Cisza to mój żywioł. W niej powstają najlepsze kompozycje. Kiedy nie ma rozpraszaczy, zostaje tylko zapach, materiał i pytanie: co chcę tym powiedzieć? Pracownia bez muzyki, bez rozmów, tylko wosk i myśli. To właśnie w ciszy Luscento nabiera kształtu.

Czy masz rytuał na „gorszy dzień w pracowni"?

Staram się po prostu ograniczać pracę. Do dobrego produktu potrzeba dobrej energii i wiem, że gorszy nastrój zostałby w świecy.

Co zmieniło się w Tobie od czasu, gdy zaczynałaś/eś swoją przygodę z marką?

Nauczyłam się cierpliwości. Dziś wiem, że dobre rzeczy wymagają czasu, tak jak dobry zapach potrzebuje chwili, żeby się w pełni rozwinąć.

Jakie masz plany lub marzenia związane z rozwojem marki Luscento?

Marzę o tym, żeby Luscento trafiało do miejsc z charakterem. Butikowych hoteli, salonów, kwiaciarni. Rozwijam też ofertę B2B, bo coraz więcej firm szuka prezentów z prawdziwą wartością. Krok po kroku, z tym samym skupieniem, z jakim tworzę każdą świecę.

Jaką myśl, radę lub słowo otuchy przekazał(a)byś sobie z czasów, gdy wszystko dopiero się zaczynało?

Ufaj sobie i nie spiesz się. Nie każdy od razu zrozumie, co tworzysz, ale ci właściwi zrozumieją. I wrócą. To wystarczy.